Ja dokładnie wiem jak mam żyć, nikt nie musi mi mówić co jest ze mną nie tak. To moje życie i nikt za mnie go nie przeżyje, ja wiem czego chcę. Jadę do Warszawy do technikum poligraficznego, jadę tam.
Zabijam się świadomie i nic nie chce z tym zrobić. Zabijam się nie biorąc leków nie dbając o siebie. Ale ja dokładnie wiem co robię. Nie, nie chce umierać. Ja przecież żyje, jestem, uśmiecham się i wkurwiam innych. Ktoś mi kiedyś powiedział, że sprawiam wrażenie aroganckiej, ale ja nie sprawiam takiego wrażenia, ja taka jestem. Lubię być lepsza, lubię podrywać, lubię flirtować. I bardzo chętnie wykrzyczałabym światu, że może pocałować mnie w dupę. Bo to co jest moje, zawsze będzie moje. Nie ważne która godzina, nie ważne ile osób odejdzie, ja nadal jestem i chociaż mogę czasem zniknąć ja będę. W głowie, w sercu, na tapecie. Możecie mnie zabić w swoim życiu ale i tak przypomnicie sobie o mnie za każdym razem kiedy włączą się wspomnienia. Wyjeżdżając do Warszawy najbardziej obawiam się tego, że stracę wiele kontaktów, ale może właśnie o to mi chodzi, żeby zostawić wszystko w pizdu, odejść z stąd i rzucić wszystko i żyć jak słoik. Dokładnie wiem jak mam żyć, naprawdę. Mam własne priorytety które cenie i które są dla mnie ważne. Nie jest dla mnie ważny facet, czy kolega z klasy, to nieważne. Staram się nie skupiać na otaczającej mnie problematyce. Ostatnio nie czuję potrzeby rozmów, dochodzę do wniosków, że świat jest piękny tylko zarazem też niezrozumiały. Ludzie są coraz mniej ambitni, mniej rozumieją, albo po prostu mniej chcą rozumieć. a może? a może po prostu udają. Pewnie udają, ludzie ciągle udają. Ludzie są fałszywi, ludziom nie można ufać i ludzie ogólnie są be. Tak sądzę. Znajomości się rozpadają, ludzie są ze sobą przez neta.
Chociaż nigdy tego nie zrozumiem, jak można być z kimś kogo się nie widziało, rozumiem miesiąc bo kurczę, ktoś wyjechał czy coś. Ale jak można być ze sobą pół roku, rok, dwa, pięć nie widząc siebie nawzajem? Przecież to tak jakby nic. Żenua.
Co dla nas znaczą słowa? obietnice? godziny rozmów? Co to oznacza dla nas? dla ludzi. Ostatnio co raz częściej przekonuje się, że nie znaczy to zupełnie nic. Jednego dnia jesteśmy, drugiego nas nie ma, trzeciego dziękujemy, że jesteśmy, czwartego kontakt się urywa. Powiadają, że biednemu to zawsze, piach w oczy, kij w dupę i chleb masłem do ziemi, ale powiedźcie, że kłamię, kiedy powiem, że los to nic innego jak domek z kart, raz na milion upadnie ci karta nie rozwalając domku. raz za razem wali się cały domek. Życie jest banalne, bo albo zyskujemy albo tracimy. A co by było gdybyśmy mogli wziąć szczyptę szczęścia na receptę? Co by było? Ostatnio nie ma zasad, są przeszkody. Szłam ulicą po 20 i mijałam przypadkowe twarze. W uszach leciał mi Nomy którego nuciłam i po chwili zdałam sobie sprawę jak dziwnie dzisiaj się czuję. Co minuta zmienia mi się humor, jakbym była w 9 miesiącu, a nie jestem. Mniejsza o to. Kolorowych snów.
"Była to dziewczynka w moim wieku, ale w niczym nie przypominała tych, które znałem"